wprost

Wprost

Mały wielki krach

W zgliszczach, jakie zostawiają po sobie wszystkie zakończone krachem boomy, można odczytać działalność ludzi kupujących nieruchomości po cenach, o których doskonale wiedzieli, że są nierealne. A płacili je po prostu dlatego, że wiedzieli, iż mogą liczyć na jakiegoś jeszcze większego głupca, który kupi ich dom, zapewniając im zysk” – to cytat z dziennika „Chicago Tribune”. Ale nie z ubiegłego tygodnia, lecz z roku 1890. Już w XIX wieku dochodziło dość często do spekulacyjnych baniek na rynku nieruchomości. Z potężną mieliśmy też do czynienia na przełomie lat 80. i 90. XX wieku w Japonii. Ale z czasem ludzie zapominają o traumatycznych doświadczeniach i znów mają nadzieję na łut szczęścia.
Tym razem nie jest to zwykła bańka. Wielu ekonomistów mówi już nie tylko o finansowej grypie, ale o infekcji całego systemu gospodarczego. Jego sercem jest amerykańska gospodarka, a krwiobiegiem rynki finansowe, przez które przepływa „krew” globalnej gospodarki – pieniądz. Gdyby system finansowy w USA się zawalił, mielibyśmy nawet powtórkę z wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku. Na szczęście rządy i banki centralne zrozumiały powagę sytuacji i starają się dziś skoordynować politykę gaszenia pożaru. Mimo to globalną gospodarkę czeka rozłożona w czasie choroba, która będzie leczona jeszcze przez dwa, trzy lata.